Cześć, tu Sławomir!

Jeszcze trzy lata temu kariera Sławomira Zapały opierała się głównie na występach w teatrze oraz epizodycznych i drugoplanowych rolach w polskich serialach i filmach. Dziś jego życie wygląda zupełnie inaczej. Dziś stoją za nim dziesiątki tysięcy fanów uwielbiających jego niebanalne poczucie humoru oraz znakomity głos. Cechy, którymi otworzył sobie drzwi do wielkiej kariery. Tą przypieczętował wydaną właśnie płytą.


Po raz pierwszy słynne już przywitanie "Cześć, tu Sławomir" mogliśmy usłyszeć 24 lutego 2014 roku, kiedy to w sieci, na oficjalnym kanale artysty pojawił się pierwszy film z jego udziałem. Już wtedy dowiedzieliśmy się, że nagrywa utwór w zaprzyjaźnionym studio na Long Island, którego wątek wspominany jest do dziś. Bo to właśnie w Stanach Zjednoczonych zaczęła się kariera Sławomira, który w charakterystyczny dla siebie sposób opowiadał o popularności jaką zyskał wśród kierowców ciężarówek.

Tym prawdopodobnie do gustu przypadł pierwszy oficjalny singiel Zapały, zatytułowany "Megiera". To właśnie nim, wspomnianym już poczuciem humoru oraz wykreowanym wizerunkiem, którego w Polsce jeszcze nie było, Sławomir kontynuował wędrówkę na szczyt popularności, który osiągnął po premierze teledysku do swojego pierwszego utworu. Obowiązkowo trzeba podkreślić, że w obsadzie klipu znaleźli się Ewa Kasprzyk, Lech Dyblik, Krzysztof Kiersznowski oraz Witold Dębicki - elita polskiej sceny aktorskiej.

No i wtedy zaczęło się na dobre. Sławomir z mało znanego aktora i początkującego wokalisty, stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych artystów, którego notowania kolejny raz urosły po legendarnej już wypowiedzi w programie "Pytanie na śniadanie".



Sławomir bywał, pojawiał się i bawił. By jednak nie zostać zaszufladkowanym jako telewizyjny śmieszek, tworzył to, na czym mu zależało najbardziej. Muzykę i to na prawdę na wysokim poziomie. Muzykę, którą ochrzcił rock-polo i jak się okazało, był to kolejny strzał w dziesiątkę. Artysta bezboleśnie balansował między szlachetnym brzmieniem rocka a tanecznym i wesołym disco polo, co zaowocowało singlem "Ni mom hektara" a następnie "Aneta" z gościnnym udziałem grupy Vox.

Aż w końcu przyszedł czas na płytę... Na jej wydanie Sławomir potrzebował 33 tysięcy złotych. Postawił na crowfunding. W zamian za płytę, gadżety czy nawet wspólne wypicie pół litra wódki, fani ofiarowali mu... przeszło 55 tysięcy, czego polski crowfunding jeszcze nie widział.



A polska scena muzyczna nie widziała jeszcze takiej płyty, jaka właśnie trafiła do sprzedaży. Album "The Greatest Hits", który już w preorderze stał się bestellerem sieci Empik, zawiera 11 dopieszczonych rock-polowych kawałków porywających nogi do tańca i wywołujących uśmiech na twarzy. Ale i nie tylko! Na krążku znalazły się utwory, których nie powstydziłby się żaden wielki artysta. Utwory przywołujące wspomnienia, wprowadzające w stan zamyślenia, nostalgii, utwory z duszą! Z prawdziwą duszą od prawdziwego artysty.

Bo takim właśnie jest Sławomir. Człowiek, który udowodnił, że nie ma rzeczy niemożliwych i warto gonić swe marzenia. Warto być po prostu sobą. Zapała nikogo nie udaje. Jest tym samym Sławomirem w "Tańcu z gwiazdami", "Twoja twarz brzmi znajomo", na scenie w Sopocie czy w filmach na swoim kanale na YouTube. W dniu wydania swojej znakomitej płyty jest tym samym Sławomirem, którego przeszło trzy lata temu zobaczyliśmy po raz pierwszy w studiu na Long Island.

Trwa ładowanie komentarzy...